Po godzinachMaxirefleksjeZmartwienie biskupem Rysiem

Zmartwienie biskupem Rysiem

 

 

Po odbytych jakiś czas temu dyskusjach z o. Szustakiem obiecałem sobie, że nie będę krytykował błędów czy nieścisłości innych, bo wydaje się, że to nic nie zmienia a tylko przylepia się nieprawdziwa opinia jakobym nie lubił tych, do których krytycznie się odnoszę. Odezwę się jednak znowu, bo tym razem od paru dni chodzę trochę zmartwiony biskupem Rysiem.

 

16 października biskup Grzegorz powiedział kazanie w kościele św. Barbary w Krakowie, które na Deonie opatrzone zostało tytułem „Jezus nie jest znakiem sprzeciwu”

http://www.wwwwww.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1641,bp-rys-jezus-nie-jest-znakiem-sprzeciwu.html

 

1. Pierwsza sprawa to interpretacja Ef 1,4. Gdzieś od 2 min 30 sek. biskup Grzegorz tłumaczy Ef 1,4 i mówi, że interpunkcja nie powinna być taka jak jest w Liturgii Słowa (= w Biblii Tysiąclecia), gdzie czytamy:

„W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4-5)

ale taka:

„W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem z miłości."  (Ef 1,4)

Chodzi o to, że kropka ma być po „z miłości” a nie przed. Biskup mówi: „Nic się nie poradzi. We wszystkich tekstach oryginalnych jest tak: „W miłości. Kropka”. Nasza kropka jest bez sensu”

 

Nie wiem co rozumie biskup Grzegorz pod pojęciem „wszystkie teksty oryginalne”, ale nawet gdyby przebadał te parę tysięcy manuskryptów Listu do Efezjan, to by zauważył, że wiele z nich nie posiada żadnej interpunkcji.

Po drugie wydanie krytyczne tekstu greckiego (Nestle-Aland, „Novum Testamentum Graece”, s. 590), które jest podstawą nowoczesnych tłumaczeń podaje w nocie, że interpunkcja w tym miejscu może być alternatywna (= można wstawić kropkę przed lub po „w miłości”).

Po trzecie tak jak Biblia Tysiąclecia tłumaczy również New American Bible (używana w liturgii w USA) czy New International Version (renomowane protestanckie tłumaczenie). Tak samo rozumie podział tych dwóch wersetów mówiący na co dzień greką Chryzostom, Teodoryt, Hieronim, a z nowszych Knabenbauer, Meinertz, Voste, Romaniuk. Tak samo dzieli ten werset filolog z wykształcenia i biblista o. Augustyn Jankowski („Listy więzienne”, 1962, s. 366) oraz jeden z lepszych komentatorów Listu do Efezjan Joachim Gnilka („Der Epheserbrief”, 1990, s. 55) czy jeden z najnowszych M. Barth („Ephesians”, 2008, s. 79). Oczywiście są i tacy, którzy dzielą zdania jak biskup Ryś (np. Tomasz z Akwinu, Ambrozjaster, Benpit, Spicq), ale oni nie mówią, że kropka jest bez sensu lub że we wszystkich tekstach oryginalnych jest inaczej.

 

Martwię się nie tyle błędem, co zamknięciem biskupa Grzegorza na alternatywne interpretacje, a biskup Ryś jednak kojarzył mi się z otwartością a nie z tą częścią Kościoła, która lubi mówić o jedynej słusznej opcji. Po drugie martwi zbyt szybkie ocenianie drugiego. Biskup Grzegorz nie próbuje zrozumieć dlaczego tak wybrał tłumacz, ale z góry ocenia jego wybór negatywnie. 

 

2. Druga uwaga w tym samym kazaniu to problem tego, czy Jezus jest znakiem sprzeciwu czy nie. Słyszymy od ok 5 min 50 sek.:

„Pan Jezus nie jest znakiem sprzeciwu. Przeczytajcie sobie tę Ewangelię dobrze…. Pan Jezus jest znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. Ale to jest kompletnie co innego… Na cokolwiek mi powiedzą to nie…. Znak który wywołuje sprzeciw na to co mówię.”

 

Najpierw biskup Grzegorz tworzy definicję znaku sprzeciwu, której ja osobiście nie rozumiem. Bo wychodzi na to, że nie wolno mówić „Jezus jest znakiem sprzeciwu” tylko „Jezus jest znakiem, który wywołuje sprzeciw”. Problem polega na tym, że zdanie „Jezus jest znakiem sprzeciwu” ja i pewno i wielu innych rozumie w znaczeniu „Jezus jest znakiem, który wywołuje sprzeciw” a nie „Jezus sprzeciwia się z definicji”. Może rzeczywiście biskup ma jakieś realne dane na temat złego rozumienia zdania „Jezus nie jest znakiem sprzeciwu”, ale obawiam się, że to jest sztucznie wytworzony problem, żeby tym bardziej wybrzmiało to, co biskup Grzegorz chciał powiedzieć.

Po drugie sformułowanie „Jezus jest znakiem sprzeciwu” używane jest zarówno w niektórych tłumaczeniach Łk 2,34 (segno di contraddizione – włoskie tłumaczeni używane w liturgii CEI; un signe contesté – francuskie tłumaczenie ekumeniczne TOB) a także przez Jana Pawła II („Jest wprawdzie Chrystus odrzucany, odrzucany w ciągu całej historii, w różnych pokoleniach i społeczeństwach, jako “znak sprzeciwu” a jednak trwa w tej historii, Olsztyn, 6.06.1991; „Ofiarowanie w świątyni bowiem, wyrażając radość z konsekracji i doprowadzając do zachwytu starca Symeona, obejmuje też proroctwo o « znaku sprzeciwu », jakim to Dziecię będzie dla Izraela, oraz mieczu, który przeniknie duszę Matki”, List apostolski Rosarium Virginis Mariae, 20). Podobnie pisze Benedykt XVI („Starzec Symeon powiedział Ci o mieczu, który miał przeniknąć Twoje serce (por. Łk 2, 35), o znaku sprzeciwu, jakim miał być na świecie Twój Syn [Il vecchio Simeone ti parlò della spada che avrebbe trafitto il tuo cuore, del segno di contraddizione che il tuo Figlio sarebbe stato in questo mondo], Spes salvi, 50).

 

Martwi mnie znowu z jednej strony to, że biskup Grzegorz, żeby powiedzieć pozytywną prawdę musi znaleźć sobie jakąś prawdę przeciwstawną, nawet za cenę, gdyby to była nieprawda. Ponadto wprowadza uproszczoną tezę „Jezus nie jest znakiem sprzeciwu”, która więcej zrobi zamieszania wśród tych, co rozumieli poprawnie to zdanie niż pomoże tym, rozumieli je źle.

 

3. Trzecia uwaga dotyczy tekstu z Tygodnika Powszechnego „Ani maluczcy ani prostaczkowie” (13.10)

http://tygodnik.onet.pl/wiara/bp-grzegorz-rys-ani-maluczcy-ani-prostaczkowie/z14zq

Chodzi o tłumaczenia słowa „nepioi”. Spór czy tłumaczyć słowo „prostaczkowie” czy „maluczcy” biskup Grzegorz uważa za „bezprzedmiotowy”, bo w tekście Ewangelii według biskup Grzegorza „pada kompletnie inne słowo” a nasze tłumaczenie idzie „dosłownie za łacińskim tekstem Wulgaty (która przez dziesiątki lat stanowiła podstawę tłumaczeń Pisma Świętego – również dla celów liturgicznych)”. Chodzi mu o to, żeby tłumaczyć „nepioi” jako „dzieci” I dodaje „bycie prostaczkiem/maluczkim nie ma tu nic do rzeczy”.

 

Po pierwsze odniosłem wrażenie, że biskup Grzegorz sugeruje, że to tłumaczenie nie jest z języków oryginalnych, a to nieprawda.

Po drugie wiele tłumaczeń współczesnych z języka greckiego i nie tylko katolickich nie tłumaczy „dzieci”, tylko „infants” - niemowlęta (uznawana dosyć powszechnie za najlepsze tłumaczenie protestancka New Revised Standard Version); „piccoli” – mali (katolicka włoska używana w liturgii z 2008 roku - della Conferenza Episcopale Italiana); „Unmündigen” – niepełnoletni (ekumeniczna Einheitsübersetzung); "toutpetits" – małe dzieci (katolicka Bible de Jérusalem).

Po trzecie na określenie dzieci używa się w biblijnej grece najczęściej słowa „teknon” (ponad 400 razy w Biblii, 12 razy u Mt, 14 razy u Łk, np. „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23,28) albo „paidion” (ponad 200 razy w Biblii, 16 razy u Mt, 13 razy w Łk, np., „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże.” (Łk 18,16)

Słowo „nepios” (liczba mnoga „nepioi”) użyte jest w Biblii 59 razy i tylko jeden raz u Łk (w omawianym przez biskupa Grzegorza tekście) a u Mateusza tylko 2 razy (Mt 11,15 i 21,16: „A Jezus im odpowiedział: Tak jest. Czy nigdy nie czytaliście: Z ust niemowląt i ssących zgotowałeś sobie chwałę?”).

W słowniku czytamy znaczenia: niemowlęcy, dziecięcy, dziecinny, głupi, nieprzewidujący. W Biblii czasem tak się mówi o dzieciach (1 Sm 15,3; 1 Kor 13,1), niemowlętach (1 Mch 2,9; 1 Kor 3,1; Hbr 5,13), ale także o ludziach prostych (hebrajskie "peti"; Prz 1,8 albo Ps 116:6 „Pan strzeże ludzi pełnych prostoty”; Rz 2,20).

Gdyby w omawianym tekście chodziło Jezusowi przede wszystkim o element dzieciństwa, to by użył słowa „teknon” albo „paidion” i napisał „Wysławiam cię, Ojcze, ... że zakryłeś te rzeczy przed dorosłymi i rodzicami a objawiłeś dzieciom”. Jednak skoro Jezus wybiera rzadkie słowo „nepioi” i zestawia go z mądrymi i roztropnymi, to raczej chce podkreślić nie tyle samo bycie dzieckiem co ten element dzieciństwa, który nazywa się byciem niemądrym i nieroztropnym, bo się jest jeszcze za małym, żeby kombinować rozumem.

Maluczcy i prostaczkowie jest tłumaczeniem z greki i to poprawnym, ale zapewne już nieaktualnym i trzeba by oddać lepiej „objawiłeś maluchom / niemowlakom / niemowlętom / małym dzieciom"?

 

Nie śledzę biskupa Rysia. To były jedyne dwa teksty, które ostatnio czytałem. Jeszcze był wywiad do Gazety Wyborczej, gdzie zmartwiła mnie m.in. wypowiedź na temat posiadania telefonów komórkowych.

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,141112,16763800,Zakochany_kleryk.html

Zakaz był umotywowany tym, że gdyby jako rektor „im pozwolił, to sześć razy w tygodniu zadzwoniłby proboszcz, pięć razy nadopiekuńcza mama, siedem razy dawni znajomi i biedak nie miałby czasu pójść do kaplicy.” Rektor ma prawo zakazać, ale taka argumentacja… Dojrzewa się tylko w wolności i odpowiedzialności.  

Bardzo lubię biskupa Grzegorza i cieszę się z tego jak Bóg naprawdę przez niego działa. Jednak zmartwił mnie trochę brak otwartości na bogactwo różnorodności Słowa; lansowanie jedynego słusznego rozumienia tekstu; głoszenie pozytywnej treści poprzez jaskrawe zestawienie z krytykowanym tłumaczem, których się ocenia bez wysłuchania ich racji, stosowane słownictwo „bez sensu”, „nie ma tu nic do rzeczy”, „kompletnie inne słowo”, które tworzą wrażenie: ja wiem najlepiej, inni się nie znają, Biblia Tysiąclecia ma wiele błędów.

Może biskup Grzegorz myśli, że w Polsce trzeba stworzyć sobie wroga (nawet gdyby to miał być tłumacz) i walczyć z nim, bo wtedy ludzie tego słuchają lepiej i czują się lepiej. Może świat jaskrawy, wyrazisty, czarno-biały jest tylko zabiegiem retorycznym. Może. Bo nie sądzę, że to jest problem zabiegania. Człowiek otwarty, nawet jeśli się nie przygotuje, nie będzie mówił pewnie o tym, czego się nie zdążył dokładnie dowiedzieć.

 

Piszę to dlatego, że może ktoś doczyta do końca i wyciągnie wniosek: kiedy czytamy czy słyszymy zdanie „tłumaczenie jest bez sensu”, „tekst oryginalny mówi inaczej”, „tłumacz nie zrozumiał”, to powinna się nam zapalić lampka kontrolna. Nie dlatego, że ktoś kto mówi nie jest filologiem ani biblistą, ale dlatego, że świat Słowa jest o wiele bardziej złożony niż wydaje się nam albo niżbyśmy tego bardzo chcieli.

 

 

Podobne