Oaza i księża

16.01.2015

 

Mówiąc z przymrużeniem oka, kapłaństwo czasem przypomina mi młodzieżową oazę. Jasiek chodził na spotkania dla Ani, Kasia dla Marcina, Tomek, bo jako muzyczny czuł się ważny, Zosia, ponieważ się realizowała jako animatorka, Gosia z miłości do księdza, jej siostra z potrzeby bycia  w grupie, a ksiądz, bo tylko tam był guru. Ciężko powiedzieć, czy komukolwiek zależało na charyzmacie, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że charyzmat zasadniczo nikomu nie przeszkadzał.

Podobnie jest i z naszym kapłaństwem. Jedni realizują się jako budowniczy, inni robią naukową karierę, jeszcze inni chcą być ważni, gdzie tylko możliwe, są i tacy, którzy pilnują wielce małej stabilizacji, albo zbierają pieniądze na ekstremalne hobby. Niektórzy czują się świetnie jako ci, od których zależą losy świata albo jako przywódcy niewymagającej grupy. Ciężko powiedzieć, czy komukolwiek zależy na Ewangelii, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że Ewangelia zasadniczo nikomu nie przeszkadza.

Czy jest z nami aż tak źle? A czy oazy są złe?

Podobne