Ból manipulacji

Ekspres Homiletyczny, listopad 2011

 

Manipulacja za bardzo nie szkodzi, kiedy się ją dostrzega, ale nawet dostrzegana potrafi bardzo boleć.

 

W zeszłym tygodniu byłem w Yad Vashem. W ramach pielgrzymki-rekolekcji kapłańskich w Ziemi Świętej byliśmy również w Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu. Dwie rzeczy zasmuciły mnie  po raz kolejny – zaraz przy wejście do muzeum znajduje się sekcja zatytułowana „Źródła antysemityzmu” a wśród nich trzy: chrześcijaństwo, antysemityzm współczesny i nazizm. Nie to boli, że sugeruje się, że źródłem antysemityzmu jest chrześcijaństwo. Boli, że źródła antysemityzmu dostrzega się tylko poza własnym narodem. Nie wyobrażam sobie, by Kościół i księża tłumaczyli, iż źródłem antyklerykalizmu jest tylko diabeł, ateiści i niedobry świat. To, że sami nieraz generujemy uprzedzenia jest tak oczywiste, że nie mówić o tym jest co najmniej żenadą.

 

Jeszcze bardzie zasmuciło mnie jednak pytanie „Dlaczego nie zbombardowano Auschwitz?”. Obok bowiem pytania widnieje zdjęcie Piusa XII razem z refleksją na temat kontrowersyjnej postawy papieża. Cel takiego zestawienia wydaje się być prosty: to papież jest współwinny tego, że Oświęcim nie został zbombardowany. I znowu. Pewno, gdyby zbombardowano Auschwitz wielu by podnosiło larum, jak można było zabić tylu więźniów. Ale jeszcze bardziej nielogicznym wydaje się, że w kontekście tego pytania mówi się o papieżu a nie o tych, którzy mieli czym zbombardować. Dlaczego nie pisze się o Anglikach czy Amerykanach? A skoro pisze się o rzekomo kontrowersyjnych zachowaniach papieża dlaczego nie ma mowy o kontrowersyjnych zachowaniach samych Izraelitów, nawet gdyby takowe zachowania były rzekome?

 

Pisząc o manipulacji przytoczę jeszcze dwa przykłady, bo naprawdę nie chodzi tu o Żydów, ale tylko o przykład. 2 listopada Gazeta Wyborcza umieściła tytuł „Ksiądz wykorzystywał upośledzoną dziewczynkę”. Artykuł opisuje zachowania proboszcza prawosławnej parafii . Po co zatem taki tytuł w kraju gdzie słowo ksiądz ma skojarzenie tylko z Kościołem Katolickim?

 

Podobnie 9 października. Wieczorem krakowska Gazeta Wyborcza rzuciła tytuł „Świadome złamanie ciszy wyborczej”. Artykuł zaczynał się od słów: „Księża w kościołach o wyborach milczeli, ale już w portalach katolickich udzieliła się im wyborcza gorączka.” Potem pisze o dwóch Wojciechach, o. Ziółkowi i mnie jak przykładach księży, którzy chociaż formalnie nie złamali ciszy na ambonach, nie mogli powstrzymać się od komentarzy politycznych. Po co zatem taki tytuł? Czy faktycznie złamali ciszę wyborczą? Po co w ogóle taki temat? Czy nie można było wtedy napisać o Dniu Papieskim albo o tych księżach, którzy przypominali na ambonach, żeby na głosowanie zabrać dowód osobisty? Przecież gdyby nie Kościół frekwencja byłaby zapewne niższa.

 

Dla mnie te i podobne przykłady to czysta manipulacja. Może ktoś będzie mówił, że to jest sztuka dziennikarska czy polityczna. Sztuka, która chce przyciągnąć uwagę czy zaostrzyć  obraz, bo nie ostry nic nie przekaże. I znowu się nie zgodzę. Prawdziwy mistrz potrafi tak namalować rzeczywistość, że nie potrzebuje manipulacji, by stworzyć arcydzieło. A jeśli się mylę, to czekam, żeby te samą logikę polityczno-dziennikarską zastosować do swoich. Co szkodzi bowiem, żeby Yad Vaszem obok pytania „Dlaczego nie zbombardowano Auschwitz?” umieściło refleksję o kontrowersyjnych zachowaniach  Żydów? Co szkodzi, żeby Wyborcza podała tytuł „Michnik wykorzystywał upośledzoną dziewczynkę” opisując jakiegoś mało znanego pana Michnika, który oszukał upośledzone dziecko?  Co szkodzi, żeby tytułując „Świadome złamanie ciszy wyborczej” opisano zachowanie dziennikarzy Wyborczej piszących tak wiele o parlamentarnych wyborach?

 

Ból manipulacji ma podwójny wymiar. Po pierwsze wprowadza w błąd tych, którzy bezkrytycznie przyjmują wszystko. I chociaż przy szczypcie krytycyzmu łatwo ją uchwycić, to zapewne wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że rzeczywistość jest inna. Po drugie boli to, że manipulacja jest twarzą nastawienia. I to jest jej największe zagrożenie. Nastawienie bowiem wbrew pozorom jest największym argumentem w jakiejkolwiek dyskusji. I jeśli lansuje się nastawienie a nie rzeczowe argumenty nigdy nie dojdzie do prawdziwego dialogu. Bo co to za dialog deszczu z wiadrem, kiedy ono jest ustawione denkiem do góry?