Zasada lejka

EksHom IX 2010

 

Jak wygląda lejek każdy widział. I każdy wie, że cokolwiek płynnego rozleje się na górnej krawędzi lejka to prędzej czy później stoczy się owa ciecz siłą ciężkości w stronę wąskiego otworu. Nawet gdyby ktoś rozlał płyn na przeciwległych górnych krawędziach, to i tak z czasem płynąc w dół, ciecz przybliży się do siebie.

 

Zasada cieczy w lejku pasuje dosyć dobrze do niektórych sytuacji życiowych. Wystarczy zaobserwować o czym rozmawia dziewczyna zraniona przez chłopaka, chłopak porzucony przez dziewczynę. Jeśli rozmawia on/ona z przyjacielem to chociażby zaczynali rozmowę o położeniu geograficznym Sri Lanki, prędzej czy później zaczną mówić o tym, jak ich to boli i zadawać będą sobie pytanie „dlaczego”. To odnosi się również do ludzi chorych, czy ludzi, którzy przeżywają bardzo trudne chwile w życiu. To jednak odnosi się także do ludzi, którzy szczęśliwi po uszy chcą o tym mówić i tu, i tam, i wszędzie. Generalnie człowiek, który przeżywa mocne doświadczenie emocjonalne będzie wracał do swojego tematu siłą ciężkości przeżywanych emocji.

 

Problem jednak z zasadą lejka jest taki, że nie pomaga to nikomu, ani mówiącemu,  ani słuchającemu. Można wysłuchać 20 razy tego samego opowiadania o tym, jaki to on był brutalny, ale i tak za dwudziestym pierwszym razem boleć będzie tak samo i rozwiązania nie będzie. Jedynym sposobem na sprawę jest odcięcie się od sprawy. Wyciszenie na przymus. No chyba, że jakaś nowa super idea wyssie ciecz z lejka i zapobiegnie zasadzie ciążenia.

 

Dyskusja o Krzyżu na Krakowskim Przedmieściu weszła już dawno w fazę zasady lejka. Już znamy opinie nie dwóch stron, ale stu tysięcy Polaków. Już wałkowało się argumenty za, przeciw i całkiem nie na temat. Mali i wielcy mówili o krzyżu. I nic. Nic lanie po ścianach lejka nie dało. Co kto próbował w innej części górnej ściany lejka rozlewać swoje idee, skutek był podobny, czyli nie było skutku.

 

Podobny problem Polska przeżywała w latach dziewięćdziesiątych dyskutując o aborcji. Już do tego stopnia wszyscy byli znużeni dyskusją, że pojawiły się prośby, również ze strony hierarchów do księży, by nie mówić o aborcji w Kościele, bo ludzie byli już totalnie dyskusją zirytowani.

 

Niech chcę dyskutować o krzyżu. Chcę tylko podzielić się wrażeniem, że w tym momencie potrzebujemy spokoju, a nie kolejnych słów. Spokoju, który wyssie lanie wody po lejku i pozwoli kiedyś na mądrą dyskusję, dyskusję, którą obecne emocje czynią po prostu niemożliwą.