Funkcja celu

EksHom I 2011

 

Zmartwiłem się znowu w środę, 5 stycznia.

 

Premier Rzeczypospolitej Polskiej, Donald Tusk mówiąc o reformie OFE zadał retoryczne pytanie: „W czyim interesie jest ta reforma? Polaków czy moim?” Potem padło kolejne dające do myślenia zdanie: „Reforma ta nie leżała w interesie partii, ale musieliśmy ją podjąć”.

 

Podobne zmartwienie dopadło mnie w grudniu 2009 roku. Jeden z radnych miasta Krakowa tłumaczył, dlaczego on i jego koledzy głosowali przeciw projektowi budżetu prezydenta Majchrowskiego: „My, proszę księdza, wiemy, że ten projekt jest dobry i dla miasta jest to dobre rozwiązanie. Ale jak go poprzemy, to Majchrowski wygra wybory a to nie leży w interesie naszej partii. Dlatego też dostaliśmy wytyczne z góry, żeby być przeciw”. „Proszę pana – oburzyła się uczestniczka tej rozmowy -  przecież  w ten sposób to wy niszczycie miasto!” „Proszę pani – odpowiedział radny – pani się nie zna na polityce”.

 

Żeby przykłady były nie tylko negatywne, przypomnę sprawę Corneliusa Dupree. We wtorek, 4 stycznia b.r., został on uwolniony z więzienia, gdzie spędził 30 lat oskarżony o gwałt i rabunek 26-letniej kobiety z Dallas. Badania DNA dowiodły, że wyrok był niesłuszny. Co więcej, Cornelius mógł wyjść na wolność już w 2004 roku. Wystarczyło, żeby „uznał własną winę” i poddał się resocjalizacji. A tego Dupree nie chciał. Wybrał prawdę - nie wolność, albo inaczej wybrał wolność chociaż za kratkami a nie zniewolenie kłamstwem chociaż na tzw. wolności. Po cofnięciu wyroku skazującego powiedział: „Jakakolwiek jest twoja prawda, musisz się jej trzymać”.

 

Problem funkcji celu czyli kryterium, według którego można ocenić dokonany wybór nie dotyczy tylko polityki, ale każdej sfery i każdego człowieka.

Jeśli pierwszym celem premiera będzie dobro partii a nie państwa, to chociażby zrobił bardzo wiele dla państwa, w sytuacji granicznej nie poświęci interesów partii dla ojczyzny.

Jeśli pierwszym celem proboszcza będzie dobro własne a nie parafii, to chociażby zrobił bardzo wiele dla parafii, w sytuacji granicznej zadba bardziej o siebie niż o parafian.

Jeśli pierwszym celem profesora jest utrzymanie się na uczelni a nie dobro uczelni, to chociażby zrobił bardzo wiele dla uczelni, w sytuacji granicznej nie poświęci siebie dla dobra uczelni.

 

To że ktoś robi wiele, to jeszcze nic, chociaż dzięki temu, wiele się robi. Jednak jeśli ktoś potrafi obumrzeć, „stracić swoje życie” dla sprawy, to już jest coś. To już jest Ewangelia.