Żale anty-laika

EskHom I 2011

 

 

Przeciw klerowi pisać każdy może. Mówi się niedobrze o księżach na różnych spotkaniach. Nie ma tygodnia, żeby nie było jakiegoś newsa o kapłańskich skandalach. Wiele z tych tekstów chce mieć szczytne intencje: Naprawić kler! Wiele pobrzmiewa dramatyczną nutą: Już nie mogę wytrzymać w Kościele z powodu czarnych! Powstało nawet specjalne słowo „antyklerykał”.

Pozwólcie, że chociaż dla śladowej równowagi, jako ksiądz, pożalę się na świeckich, wcielając się w rolę kogoś, kto nawet nie ma swojej nazwy, powiedzmy więc, że w rolę „anty-laika”.

 

Mam żal do świeckich, bo nas okłamują.

Przynoszą dziecko do chrztu i mówią publicznie, że biorą na siebie obowiązek wychowania go w wierze, wyrzekają się publicznie szatana i publicznie wyznają wiarę również w święty Kościół powszechny. Mówią to i rodzice, i chrzestni.

Po co okłamują nas ci, którzy ani nie chcą wychować dziecka w wierze, ani tej wiary sami nie mają?

 

Mam żal do świeckich, bo nas robią w konia.

Przychodzą do bierzmowania i mówią publicznie: „Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad.” I my im wierzymy. Wierzymy, że teraz już możemy na nich liczyć. Bo bierzmowanie jest maturą wiary.

Po co wyciągają rękę po największy dar Kościoła, ci którzy już mają ten dar  w nosie?

 

Mam żal do świeckich, bo się z nas śmieją.

Rozmowa w kancelarii, przed ślubem, jedno z wielu pytań: „Czy zgadzacie się z nauką Kościoła na temat regulacji poczęć?” „Tak. Oczywiście!” Prawie wszyscy…

Po co biorą kościelny ślub ci, którzy potem śmieją się z zasad Kościoła?

 

Mam żal do świeckich, bo stracili mowę.

Chodzimy po kolędzie. Jednym z celów jest usłyszenie, porozmawianie, albo przynajmniej umówienie się na rozmowę o trudnościach związanych z wiarą, z Bogiem, z Kościołem. I co? Skądże! Wszystko w porządku. Księży przyjmuje może 80% Polaków, ale żeby choć 1% mówił o tych zarzutach, o których potem 80% pisze na forach… No chyba, żeby przyjąć, iż, ci którzy nie przyjmują księdza, są (z tego powodu?) hiper aktywni w sieci.

Dlaczego milczą, kiedy oczy księdza spotykają ich oczy?

 

Mam żal do świeckich, bo nie bronią Kościoła.

Przodkowie nasi potrafili oddać życie, żeby Polska mogła być przedmurzem chrześcijaństwa. Nie mówili, że nie pójdą na Turków, bo plebany spasione. Nie uciekli z Częstochowy, tłumacząc, iż nie chcą ryzykować głowy dla setki mnichów i jednego obrazu.

 

Mam żal, że świeccy nie potrafią czasem nie życie - ale chociaż jedno dobre słowo poświęcić w obronie ludzi, którzy udzielili ich Chrztu Świętego, którzy całymi latami karmią ich Ciałem i Słowem Pana, którzy słuchają dramatów świeckiego życia i odpuszczają grzechy w imieniu Jezusa, którzy dzień w dzień, od święceń aż do śmierci modlą się codziennie za każdego świeckiego.

Dlaczego nie potrafią bronić tych ludzi w rodzinie i w pracy?

 

Litania żali do świeckich również mogłaby nie mieć końca….

I żale możemy mieć wszyscy. Bo jest o co.

Pytanie „po co?”

 

24 lata należałem do laikatu. Prawie 14 lat minęło od święceń. W domu, jako laika, uczono mnie, że nie mówi się źle o księżach. Jako ksiądz, uczę się, by nie mówić źle o świeckich.

Prawdziwy lekarz nigdy nie mówi źle. Diagnozę zamienia na służbę a o pacjenta po prostu walczy.

Musimy ciągle wracać do tego, że Kościół jest szpitalem, w którym granica między pacjentami a lekarzami nie idzie granicą święceń kapłańskich, ale idzie zadaniem „jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”.

Tych zaś, którzy zamiast lekarstwa chcą podawać jad, bez względu na to, czy są klerem czy laikatem, uprzejmie prosimy o opuszczenie szpitala, zanim diabeł sam ich nieuprzejmie nie zgarnie.