Góralski honor

EksHom IV 2011

 

Szczerze się przyznaję, że mnie to irytuje.

 

W ubiegłą środę ustępujący premier Portugalii poprosił Unię Europejską o pomoc. Analitycy mówią, że chodzi o kwotę rzędu 80 mld euro. Już od wielu miesięcy można się było tego spodziewać.  Ponadto przypadki Grecji czy Irlandii powinny dać do myślenia. Ale najbardziej irytujące jest to, jak do tego doszło.

 

Premier chciał uniknąć obecnej sytuacji i wprowadzić pakiet oszczędnościowy. Reakcja była natychmiastowa. Nie! Naród się nie zgadza. Przedstawił plan dodatkowych cięć, które by doprowadziły do poprawy budżetu. Nie! Tego nie wolno ruszać. No i mamy co mamy. Normalnie jak małe dzieci…

A gdzie tu honor?

 

Coraz częściej spotykam na Plantach dorosłych mężczyzn. Czasem i kobiety. Nie są pijani. Podchodzą najzwyczajniej w świecie i bez ceregieli proszą o pieniądze. Nie rodzinę. Nie znajomych. Nie możliwość zarobienia. Po prostu gotowe - na ręce.

A gdzie tu honor?

 

Paręnaście lat temu w jednej z podhalańskich parafii proboszczem został ksiądz, który jeździł maluchem. Ludzie myśleli, że zmieni na lepsze. Że może w Krakowie było mu biedniej, więc nie mógł sobie wcześniej kupić coś lepszego. Kiedy prawie po roku proboszcz dalej jeździł tym samym Fiatem 126p, podszedł jeden z parafian i zagadnął księdza: „Księże Proboszczu, niechże sobie ksiądz kupi lepsze auto, bo nam wstyd przynosi. Co sobie pomyślą ludzie z innych wiosek? Że my są dziady, bo u nas to nawet proboszcz nie może się dorobić”.

 

Mówią o Tischnerze, że jednej soboty miał przed południem konferencję w Warszawie a po południu udzielić ślubu w Łopusznej. Żeby zdążyć, zamówił helikopter. Na weselu ktoś mu przygadał: „Jegomościu, nie szkoda było pieniędzy?” A Profesor na to: „Honor kosztuje czasem dużo pieniędzy, ale jak kto ma honor to pieniędzy nie liczy”.

 

Nigdy na Podhalu nie spotkałem człowieka proszącego obcych o kasę. Góral prędzej się powiesi niż poprosi o pomoc.

Oczywiście to nie jest zachęta do szukania drzew. Raczej do szukania wymierającego honoru.