KsiądzEkspres HomiletycznyKomentarz pobeatyfikacyjny

Komentarz pobeatyfikacyjny

EksHom V 2011

 

 

No i już po wszystkim.

Ziemia się kręci w tym samym kierunku. Wisła płynie do Bałtyku. 214 jeździ ciągle na Ruczaj. Tylko dzień się wydłużył. Ale ponoć tak jest co roku. Nawet w niebie nie przybyło nikogo. Bo przecież On tam już był od 2 kwietnia i to nie zeszłego. Błogosławiony.

A jednak…

 

Dziękuję Bogu za łzę, której nie brakło na placu św. Piotra. Która wiedziała, kiedy spłynąć najszczerzej. Która genialną intuicją ciała odbierała najbardziej przenikliwe momenty Liturgii Beatyfikacyjnej. Która była widzialnym znakiem niewidzialnego daru.

 

Dziękuję Bogu za dumę - najbardziej nielogiczne uczucie. Dumę z Polaka, Polski i Polaków. Dumę wiary, wspólnoty i Kościoła. To bliżej nieokreślone poczucie swojej wartości z powodu nie swoich zasług. Ten papierek lakmusowy więzi międzyludzkiej.

 

Dziękuję Bogu za pakiet bonusów – tańszy bilet do Rzymu, noclegi w centrum, modlitwę przed trumną, udzielanie Komunii, niezamierzone spotkania dobrych dusz.

 

Dziękuję Bogu za rosnące sacrum. Zakaz aplauzów i pochowane flagi. Chwilę ciszy po kazaniu. Przyjmujących Ciało Chrystusa od Jego Namiestnika tylko na klęczniku. Komunię dla ludzi udzielaną do ust.

 

Dziękuję Bogu za realizm. Bo niektórzy nie dostali się na Plac ani na Via della Conciliazione. Bo znów była mowa o dantejskich scenach w kontekście barierek. Bo nawet zasłużony moderator Ruchu został oszukany przez ludzi Kościoła. A na moście Vittorio Emanuele rozdawano ulotki wątpliwych intencji.

 

No ale już po wszystkim. Już po Beatyfikacji.

Księżyc znowu będzie czasem w pełni a czasem w nowiu. W Zawichoście dalej będą mierzyć poziom wody na Wiśle a z Mariackiej wieży trąbka hejnalisty zagra kartkę z historii.

Nie wiem, czy coś się zmieni. Wiem, że coś już się zmieniło. Gdyby nie Błogosławiony Jan Paweł II, ostatnie dni byłyby inne.  Dlatego modlę się do niego, by i w przyszłości był tym dla mnie i dla innych, kim był do tej pory – Błogosławieństwem.