KsiądzEkspres HomiletycznyI love Kościół

I love Kościół

EksHom XII 2011

 

Tytuł ostatniego Gościa Niedzielnego jest uroczy: „I love Kościół”. I nie bez logiki. Przecież rozpoczął się rok liturgiczny pod hasłem „Kościół naszym domem”. Dlatego chciałem napisać za co kocham Kościół. Czy jednak „za coś” jest jeszcze miłością? Chciałem więc napisać pomimo czego kocham Kościół. Czy jednak „pomimo czego” nie jest już pychą? Chciałem zatem napisać co kocham w Kościele. Czy jednak kochać „coś” nie jest już selekcją? I tak źle, i tak niedobrze i tak nie dokładnie. A przecież I love Kościół.

 

Kocham ten świat, który przyniósł i przynosi mi żyjącego Boga.

Kocham świat dziecięcych wspomnień z majówek, rorat i różańcowych modlitw, dźwięku dzwoneczków na Boże Ciało i listopadowych zniczy.

Kocham świat boskiej cierpliwości konfesjonału wobec mojej upartości grzechu, biały Chleb, który nigdy nie był żadnym chlebem.

Kocham świat wartości dotykających najgłębszych strun serca nutami piękna, miłości i dobra.

Kocham morze ludzi klęczących przed figurami Lourdes i Fatimy, zmęczonych drogą na Jasną Górę i zmierzeniem się z Compostelą.

Kocham niespokojne serce Augustyna, logikę Tomasza, mózg giganta Benedykta w sercu komunijnego dziecka.

Kocham niebotyczne przestrzenie Ducha, w których mieści się o. Tadeusz i ks. Boniecki, które głoszą chwałę Pana w „Missa cantata” i kołysanym „Gdy na morzu wielka burza”.

Kocham spory i tarcia, wyzwania rzucane przeciw Bogu i ludziom, tę ludzką twarz Kościoła Boga dla człowieka.

Kocham tajemnicę, bo żadna teologia nie wyjaśnia za wiele i kocham paradoks, że to wszystko jakoś trzyma się ciągle Głowy.

Kocham nadzieję Kościoła, że najlepsze dopiero przed nami i upartość dogmatów, które wyprzedzają postęp.

Kocham ten świat, który jest moim domem, gdzie samotność jest tylko z wyboru a inne domy są po prostu obce.

A może nade wszystko kocham tę  staruszkę, która sama sparaliżowana płakała nad cierpieniem Jezusa - babcię, którą Bóg ukształtował w Kościele.

 

I love Kościół. Nie umiem powiedzieć inaczej. A przecież czuję, że wyrażać miłość słowem to prawie ekskomunika, bo w tym domu miłością jest Słowo, które staje się Ciałem.