W sklepie

- Dzień dobry. O, Szczęść Boże. Dopiero teraz zauważyłam kolaratkę. Ale co tam. Nawet gdyby to nie był ksiądz, to przecież wolno każdemu powiedzieć „Szczęść Boże”. Nie?

- Pani i tak jest wyjątkiem, bo dziś rzadko kto mówi „Szczęść Boże”.

- Ale to wasza wina. Bo nie wymagacie od ludzi i nawet sami jak wchodzicie do sklepu to zaczynacie od „Dzień dobry”.

- Wie, Pani, może księża się zniechęcają. Ja często na moje „Szczęść Boże” słyszę z drugiej strony „Dzień dobry”. A poza tym są przecież także niewierzący, więc trzeba ich uszanować.

- Co jak co, ale księża się nie powinni zniechęcać a niewierzącym nie zaszkodzi, że się im będzie życzyło szczęścia, bo chyba o to chodzi w „Szczęść Boże!” Nie?