Pogrzeb Taty

Pożegnanie Władysława Węgrzyniaka

Mizerna, 10.06.2006

 

„PRZYSED CAS NA JARZEC”
Pogrzeb Taty (1937-2006)

 

Ten obraz pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Jest lato. Tata wychodzi z domu, by obejrzeć zasiane zboże. Wraca po jakimś czasie, przechodzi przez próg i mówi: „Przysed cas na jarzec”.
W tym samym domu, przez ten sam próg przeszedł w środę Anioł śmierci i powiedział: „Przyszedł czas na Władysława”. I tak jak zboże kosi się nie po to, by go zniszczyć, ale by chlebem się stało, tak człowiek umiera nie po to, aby zginąć, lecz by życie mieć na wieki.

 

Ekscelencjo, księże Biskupie,
Czcigodni bracia w kapłaństwie, Drogie siostry zakonne,
Kochana mamo, siostro, bracia, rodzino i przyjaciele,
Umiłowani w Panu.

Pan Bóg mówi nie tylko przez Pismo święte. Pan Bóg mówi również przez każdego człowieka. Pomyślmy przez chwilę, co Pan Bóg chciał powiedzieć przez życie Władysława Węgrzyniaka.

 

1. Zapewne chciał powiedzieć o pracowitości.
„Kto niech chce pracować, niech też nie je” – mówi św. Paweł, a w innym miejscu: „Słyszymy, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli!” (2 Tes 3,11-12).
Nigdy nie słyszałem z usta taty: „nie chce mi się”. Nigdy nie można go było posądzić o lenistwo. Praca i Praca. Warsztat stolarski. Tartak. Pole i las. Do końca już nie mógł, ale zawsze chciał.
Dlatego trzeba sobie przed tą trumną zrobić rachunek sumienia z pracowitości, bo Bóg chce coś powiedzieć przez każdego człowieka, tym bardziej, kiedy ten człowiek stoi po raz ostatni między nami.
Czy naprawdę jesteśmy pracowici? Czy nie uciekamy od tego, co jest naszym obowiązkiem? Czy czasem nie chcemy przebiwakować całego życia? Wstyd byłoby nam, zwłaszcza nam, księżom, gdybyśmy się mniej pracowicie troszczyli o głoszenie Ewangelii niż ci prości ludzie troszczą się o chleb powszedni.

 

2. Pomyślmy, co Pan Bóg chciał powiedzieć przez życie Władysława?
Zapewne chciał powiedzieć o wartości człowieka.
Mówi prorok Izajasz: „Jesteś drogi w moich oczach, nabrałeś wartości i ja cię miłuję” (Iz 43,4).
Wielu z was wie dobrze, że tata miał problem z alkoholem. Zaczęło się dosyć późno, bo po trzydziestce. Można by to zrzucać na tych, co mu dziękowali w ten sposób za pracę. Można by zrzucać to na słabą wolę. Fakt jest faktem. Czasem nie pił parę miesięcy a czasem nie był trzeźwy przez cały tydzień. Bóg sam wie ile kosztowało go to wstydu i wewnętrznej walki.
I ten sam Bóg, stojąc dziś przed jego trumną chce nam przypomnieć że każdy człowiek jest drogi w oczach Bożych. Czy leży gdzieś na bruku, czy zasiada na papieskim tronie, czy mieszka w pałacu prezydenckim, czy jest bezdomnym, to każdy człowiek jest tak samo drogi, bo za taką samą cenę został odkupiony. Za tę samą miarę krwi Chrystusa Pana.
Dlatego nie wolno nam wstydzić się drugiego człowieka, nie wolno poniżać drugiego człowieka, nie wolno nim pogardzać, ani wyśmiewać. Jeśli ktoś obok nas niesie krzyż, to po to, byśmy byli Szymonami z Cyreny, albo św. Weroniką a nie żołnierzami z pretorium.

 

3. Pomyślmy, co Pan Bóg chciał powiedzieć przez życie Władysława?
Zapewne chciał powiedzieć o wierności modlitwie.
Mówi św. Paweł: „Nieustannie się módlcie!” (1 Tes 5,17).
Tata nie był tytanem modlitwy. Na pewno znaleźlibyśmy w Maniowach czy Mizernej wielu ludzi, którzy częściej chodzą do kościoła i więcej się modlą. Ale tata był tej modlitwie po prostu wierny. Nawet kiedy był pijany.
Dlatego trzeba sobie przed tą trumną zrobić rachunek sumienia z wierności modlitwie. Tej codziennej. Z wierności Eucharystii. Tej przynajmniej coniedzielnej. Bóg chce powiedzieć: Bądźcie wierni modlitwie! Nie kombinujcie! Nie tłumaczcie się, że czasy inne, czy obowiązki liczniejsze! Nie uciekajcie od spotkania z Bogiem, bo tak nie można! Nie można zacząć dnia bez modlitwy i nie można bez niej dnia skończyć. Nie można przeżyć niedzieli i czasu na Mszę św. nie znaleźć! Po prostu. Nie można!

 

4. Pomyślmy raz jeszcze co Pan Bóg chciał powiedzieć przez życie a raczej przez śmierć Władysława?
Zapewne chciał powiedzieć o tym, o czym mówi na każdym pogrzebie.
„Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli ... a oni trwają w pokoju.” (Mdr 3,1-2)
Przed tą trumną, jak przed tą sprzed tygodnia, jak przed tą, która będzie następną i jak przed każdą inną, trzeba usłyszeć raz jeszcze, że „życie zmienia się, ale się nie kończy”, że „w domu Ojca jest mieszkań wiele”, że „jeśli wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim.” (1 Tes 4,14), że Jezus jest „zmartwychwstaniem i życiem a kto w Niego wierzy, nie umrze na wieki”.
I to jest najpiękniejsze w Chrystusie. I to jest najpiękniejsze w naszej wierze. Że nikt z nas nie rozłączy się z tatą, mamą, mężem czy żoną, dziećmi, rodzeństwem czy przyjaciółmi. Nikt z nas nie straci na zawsze tego, co mu bliskie, bo nie po to Bóg dał nam towarzyszy przez życie, byśmy w wieczności pozostali bez nich.
To tylko kwestia czasu i modlitwy. Może 5, może 30 lat a może tylko miesiąc. I każdy z nas dołączy do tych, co po tamtej stronie. I tylko trzeba błagać Boże Miłosierdzie, byśmy się spotkali razem w domu Ojca, w niebie.

 

Kochani Bracia i Siostry,
Zanim dojrzeją łany zbóż; zanim w niejednym zakątku Podhala przejdzie przez próg własnego domu jakiś gospodarz i powie: Przysed cas na jarzec, pomódlmy się, by ten, na którego przyszedł czas śmierci, doczekał się jak najrychlej czasu zmartwychwstania.

Serce Jezusa, którego obraz tata chciał umieścić na swoim pomniku,
Serce Jezusa, które w tym miesiącu szczególnie czcimy,
Serce Jezusa dobroci i miłości pełne,
Zmiłuj się nad zmarłym Władysławem i nad nami wszystkimi! Amen.