Ból

Za każdym razem, kiedy słyszę, że ktoś odszedł z Kościoła, boli mnie. Boli jak na wieść, że ktoś przedwcześnie umarł, popełnił samobójstwo, zdiagnozowano komuś raka albo ktoś wykorzystał dziecko.
Rozumiem wolność i jej cenę. Nie mam pragnienia, by wybiec i związać marnotrawnego syna, ale rozumienie wolności nie leczy mego bólu.
Staram się zrozumieć przyczyny, ale im bardziej myślę, tym bardziej cierpię. Czemu ktoś nie przyszedł porozmawiać? Czemu nie szukał innej parafii, wspólnoty, księży czy zakonników? Czemu nie walczył na kolanach o to, by nie stracić relacji z Jezusem żywym w Eucharystii, w spowiedzi, która daje tyle wolności, w adoracji, która tak bardzo uspokaja serce, w Słowie, które daje tyle światła?
Słyszę, że to przez księży, biskupów, skandale i grzechy. Staram się rozumieć, jeśli ktoś został skrzywdzony, ale nie przestaje mnie to boleć, bo wiem, że krzywdy nie leczy się krzywdą.
Boli mnie, bo znam tylu księży i biskupów, którzy nigdy nie mówią o polityce na ambonie, którzy tysiące godzin spędzają z ludźmi i dla ludzi, którzy życie poświęcają, żeby głosić Ewangelię.
Boli mnie, bo znając swoje grzechy i grzechy wielu księży, chciałbym wykrzyczeć: Czy naprawdę odrzucają was nasze grzechy? Przecież odpuszczamy wasze grzechy i będziemy odpuszczać aż do końca świata, więc chcielibyśmy, żebyście i wy nam nasze odpuścili.
Boli mnie, bo znam skandale i grzechy duchowieństwa pewno bardziej niż wielu świeckich, ale nie potrafię zrozumieć, czemu miałbym przestać kupować chleb, choćby mi podawał go pijany sprzedawca, czemu miałbym pogardzić perłą, choćby leżała na dnie gnojowiska?
Boli mnie, bo wiem, że odejście od Kościoła jest zawsze odejściem od tego, co Jezus najbardziej ukochał, jest zawsze odejściem od Jezusa, a tylko życie w Nim daje człowiekowi pełnię szczęścia.
Bóg zostawił wybór. Trudno, żeby go nie zostawił Kościół. Ale są takie wybory, które bolą przeraźliwie jak włócznia ugodzona w serce Jezusa.
 

Podobne